Roman Tokarczyk

Rektora Wiesława Skrzydło

odpowiedzi na trudne pytania

Profesora Romana Andrzeja Tokarczyka

 

           Wielce Szanowny Panie Profesorze, Jego ex Magnificencjo, Drogi Wiesiu, jak pozwalasz również tak mi się do Ciebie zwracać!

 

         Przygotowując bardzo intensywnie monografię naszego Wydziału Prawa i Administracji, kieruję do Ciebie pytania z zamiarem opublikowania Twoich na nie odpowiedzi. Nawiązuję w ten sposób do naszej rozmowy z 17 października 1973 roku, która posłużyła mi przy opracowywaniu książki 25 lat Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej (Lublin 1975, s. 311). Rozmowa została utrwalona na taśmie magnetofonowej i zachowała się w nienaruszonym stanie do dzisiaj. Trafi kiedyś do Archiwum UMCS.

         Poniższe pytania wynikają zarówno z naszych wieloletnich kontaktów, od 1962 roku aż do chwili obecnej, jak i mojej znajomości spraw naszego Wydziału i spraw naszego lubelskiego Uniwersytetu - UMCS. Byłem studentem, w grupie, z którą prowadziłeś ćwiczenia z prawa państwowego, będąc asystentem profesora Andrzeja Burdy. Byłem Twoim podwładnym, gdy sprawowałeś, tyleż owocnie co efektownie, kolejno funkcje prodziekana, prorektora i rektora. Pomogłeś walnie mojej Żonie Czesi, w przeniesieniu obrony Jej doktoratu z naszego Uniwersytetu na Uniwersytet Jagielloński. Jesteśmy z Czesią bardzo Ci wdzięczni za to. Byłeś bardzo gościnnym gospodarzem gdy odwiedzałem Paryż, zatrzymując się w kierowanej przez Ciebie Stacji Naukowej PAN. Lgnąłem do Twojego towarzystwa w trudnych do zliczenia różnorodnych spotkaniach naukowych. Zawsze obserwowałem Ciebie z najwyższą uwagą, admiracją i należnym Ci ze wszech miar respektem.

R.A.T.: Czy zechciałbyś opowiedzieć w jakich okolicznościach wybrałeś prawo jako kierunek swoich studiów wyższych?

W.S.: W czasie przystosowywania w "Staszicu" (Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Staszica w Lublinie - przyp. R.A.T.) sali gimnastycznej do balu maturalnego, pani profesor Paszewska oznajmiła nam, że został powołany w UMCS nowy, szósty Wydział (Wydział Prawa - przyp. R.A.T.). Pytała, czy ktoś z klasy tam się wybiera. Kilku z nas głośno zadeklarowało się, odpowiadając - tak.

R.A.T.: Wśród swoich nauczycieli wyróżniasz nazwiska profesorów: Andrzeja Burdy, Grzegorza Leopolda Seidlera i Georgesa Langroda. Co zawdzięczasz każdemu z nich?

W.S.: Andrzejowi Burdzie - problematykę ustrojową i elegancję wykładu. Grzegorzowi Leopoldowi Seidlerowi - sprawność organizacyjną, umiejętność programowania pracy i budowę kolektywu. Georges'owi Langrodowi - klarowność wyrażania myśli.

R.A.T.: W swojej błyskotliwej karierze osiągnąłeś bardzo wiele. Nie tylko zapewne w mojej ocenie Twoje osiągnięcia, we wszystkich ich przejawach, są porównywalne z wybitnymi osiągnięciami profesora Grzegorza Leopolda Seidlera. Obaj jesteście głównymi budowniczymi UMCS. Proszę, zechciej powiedzieć na ile miały przy tym znaczenie cechy Twojej Osobowości - intelekt, wola, uroda, charakter, etykieta, moralność, etc.

W.S.: Wola i determinacja, trafność doboru wykonawców, zdolność przekonywania i pozyskiwania sojuszników, wewnętrzna dyscyplina.

R.A.T.: W czym upatrujesz podobieństwa i różnice między swoją Osobowością a Osobowością Grzegorza Leopolda Seidlera?

W.S.: Moje działania i zachowania nie były tak błyskotliwe, ale spokojniejsze, mniej angażowałem nerwy, starałem się przekonywać, zdobywać sojuszników i doradców.

R.A.T.: Jak się zostaje rektorem dużego i znaczącego, jak nasz, Uniwersytetu?

W.S.: Miałem za sobą rok prodziekaństwa i siedem lat prorektorstwa. Wiele widziałem, czytałem, rozmawiałem. W 1971 roku prowadziłem inaugurację roku akademickiego w UMCS, rektor Lorkiewicz był wtedy na pierwszej inauguracji Uniwersytetu w Gdańsku. Poszło mi dobrze, zrobiłem dobre wrażenie, a dyrektor Zdzisław Kowalski, do którego kompetencji należały inwestycje UMCS, mówił do sąsiadów na sali: "Wiem kto będzie przyszłym rektorem UMCS".

R.A.T.: Jakie są najważniejsze etapy w rozwoju UMCS?

W.S.: Okres tworzenia (kadencja Raabego i Kielanowskiego), rozbudowy i modernizacji (kadencja Seidlera), Cackowskiego (pozyskiwanie terenów wojskowych), Harasimiuka - wiązanie problemów badawczych UMCS z potrzebami regionu.

R.A.T.: Twoja piękna kariera rozwijała się i rozkwitała w czasach Polski Ludowej, jak wiadomo, nie przez wszystkich Polaków już obecnie dobrze ocenianych. Jak ująłbyś związki swojej kariery z tzw. poprawnością polityczną?

W.S.: Nie wiem czy poprawnością, ale z pozyskiwaniem wpływów w kręgach politycznych - to tak. To skutek ówczesnych metod kierowania gospodarką kraju, sposobem dystrybucji pieniędzy w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego, itp.

R.A.T.: Należałeś do prominentnych członków i działaczy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W najtrudniejszych latach dziejów PRL, po wprowadzeniu stanu wojennego, pełniłeś funkcję I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w województwie lubelskim. Jak, po upływie wielu już lat, oceniasz decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce i swoją rolę w realizacji jego rygorów?

W.S.: Długo się nie zgadzałem na objęcie tej funkcji, przekonał mnie w końcu Kazimierz Barcikowski (sekretarz KC PZPR - przyp. R.A.T.) mówiąc, szukamy ludzi czystych rąk, pomóż w tej walce. Kiedy przyjechał ze szkoły ksiądz powiedział mi, że przysłał go biskup Bolesław Pylak abym się zastanowił, odpowiedziałem iż na każdym stanowisku można zrobić dużo dobrego ale także wiele zła. Będę czynił dobro. Działania władz w województwie lubelskim były w tym czasie pokojowe, nikt nie zginął. Staraliśmy się unikać represji - wielu pomogłem.

R.A.T.: Jak można harmonizować bardzo aktywne zaangażowanie ideologiczno-polityczne z formami typowej aktywności "czysto" naukowej? Jeśli w naukach prawnych można o jakiejś tego rodzaju "czystości" mówić.

W.S.: To nie jest łatwe, ale można, choć to trudno uczynić.

R.A.T.: Gdy z okazji 50-lecia UMCS redakcja "Wiadomości Uniwersyteckich" zwróciła się do wszystkich żyjących rektorów UMCS z pytaniem o Wasze sukcesy i porażki rektorskie, za swój sukces uznałeś to, "że udało mi się realizować konsekwentnie" hasło G.L. Seidlera, iż "uczelnia to mury i ludzie". Natomiast za niejako porażkę uznałeś niedocenienie przez władze Polskiej Akademii Nauk "potencjału naukowego naszego środowiska". Co mógłbyś powiedzieć na ten temat z okazji 70-lecia UMCS?

W.S.: Że stan taki trwa nadal. Ci, którzy mają dużo członków PAN (chodzi o uczelnie) mają lepsze warunki startu, choć nie wiem czy tak naprawdę coś się zmienia w tej dziedzinie. Osobiście prowadziłem takie rozmowy z powodzeniem (rektor Mieczysław Krąpiec, profesor Rodkiewicz) i też nie zawsze udane - Zdzisław Cackowski. Wprawdzie była 100% szansa ale nie została wykorzystana przez kandydata. Cackowski nie zgodził się kandydować dopóki członkostwa nie otrzyma profesor Narcyz Łubnicki.

R.A.T.: Obok znakomitych, jak ośmielam się twierdzić, stosunków jakie zachowuje niezmiennie z Tobą, utrzymywałem też stosunki z pracownikami naukowymi Katedry kierowanej przez profesora A. Burdę i następnie Ciebie. Z Katedry tej odeszli m.in. profesor Feliks Siemieński, profesor Andrzej Sylwestrzak, dr Marek Pomorski i w tragicznych okolicznościach profesor Jan Ziembiński. Różnie to komentowano. Jaki jest Twój komentarz do tych odejść?

W.S.: Pozytywny. Feliks Siemieński chciał otrzymać samodzielne stanowisko kierownika katedry i pomogłem mu w tym, zgłaszając jego kandydaturę ówczesnemu dziekanowi w Uniwersytecie Adama Mickiewicza, profesorowi Adamowi Łopatce. Andrzej Sylwestrzak uzyskał docenturę w Gdańsku, gdzie kompletowano kadrę profesorską. Ziembiński popełnił samobójstwo w trzecim roku mojej nieobecności w kraju ponieważ przebywałem wtedy w Paryżu, pełniąc tam funkcję Dyrektora Instytutu Kultury Polskiej. Pomorskiego źle oceniał profesor Andrzej Burda i dlatego się rozstali.

R.A.T.: W latach 2009-2011 głośno było w mediach o poważnym kryzysie UMCS. "Gazeta Wyborcza" pytała nawet dużymi czcionkami na pierwszej stronie numeru czy to "Koniec Uniwersytetu?" (29.20.2009). Później stwierdzała, że "UMCS na równi pochyłej" (24.08.2011). Proszę o twoją ocenę rzetelności tych publikacji.

W.S.: Nie pamiętam tych spraw, choć byłem w kraju. Ale czy opinia jednego dziennikarza może być miarodajna?

R.A.T.: W czasie rzeczywistego, czy też pozornego kryzysu UMCS z lat 2009-2012, głośny medialnie był konflikt rektora UMCS profesora Andrzeja Dąbrowskiego z dziekanem Wydziału Prawa i Administracji UMCS profesorem Antonim Pieniążkiem. Proszę o ocenę źródeł, przebiegu i skutków tego konfliktu w kategoriach prestiżu, atrakcyjności i dobra UMCS.

W.S.: Każdy kryzys przynosi ujemne skutki. Ten dotyczący rektora Dąbrowskiego był niepotrzebny, brak było rzeczowego uzasadnienia, Zresztą rektor Andrzej Dąbrowski wywołał ich kilka: u nas (tj. na Wydziale Prawa i Administracji - przyp. R.A.T.), w Studium Języków Obcych, w Studium Wychowania Fizycznego, w Ogrodzie Botanicznym. Porównując sposób wykorzystania środków, które "wypracował" Wydział Prawa i Administracji i do czasu kryzysu był stosowany, był analogiczny na wszystkich wydziałach Prawa i Administracji w Polsce. Nie tu był pies pogrzebany. Nie znam jego źródeł, ale wieść gminna niesie, że był całkiem innego rodzaju, ale na to nie mam dowodów.

R.A.T.: Krążą pogłoski o marazmie panującym na Wydziale Prawa i Administracji UMCS. Jaka jest Twoja na ten temat opinia?

W.S.: Nie wiem o marazmie, ale o braku dyscypliny zajęć, szczególnie młodych kolegów to tak. Dawniej organizowało się zastępstwo zajęć, dziś się je odwołuje i to nie zawsze.

R.A.T.: Pracowałeś i pracujesz zarówno w uczelniach państwowych jak i uczelniach prywatnych. Proszę o zwięzłe ich porównanie w różnych aspektach, szczególnie zaś naukowo-badawczym, dydaktycznym, organizacyjnym, ekonomicznym i prestiżowym.

W.S.: Pracuję w jednej państwowej (UMCS) i jednej niepublicznej uczelni. Ta niepubliczna chyba organizacyjnie lepiej stoi niż nasz Wydział. Poziom trudno porównywać, bo w UMCS jest przewaga studiów stacjonarnych, zawsze lepiej zorganizowanych, niepubliczne żyją ze studentów zaocznych. To należy uwzględniać. Prestiżowo, ekonomicznie i badawczo znacznie lepiej prezentują się uczelnie publiczne. Uwzględniać jeszcze trzeba rejon rekrutacji, część niepublicznych szkół funkcjonuje w małych ośrodkach, co ma wpływ na wszystkie porównywalne wskaźniki.

R.A.T.: Należysz do elity najwybitniejszych znawców problematyki konstytucjonalizmu i form ustrojów państwowych. Proszę o Twoją ocenę obowiązującej w Polsce Konstytucji i polskiej, opartej na niej, rzeczywistości ustrojowej.

W.S.: Nie brałem udziału w pracach konstytucyjnych, "odrzuciło" mnie po takiej roli w 1976 roku - gdzie rolę ekspertów zlekceważono i potraktowano jako kwiatek do kożucha. Ale obecną konstytucję oceniam pozytywnie, co nie znaczy, że jest wolna od braków, na przykład:

- zdekonstytucjonalizowano w 1997 roku prokuraturę;

- nie uwzględniono (w ramach nowelizacji) konsekwencji prawnych wynikających z członkostwa Polski w Unii Europejskiej;

- konieczne jest rozszerzenie przepisów dotyczących wyboru Prezydenta RP.

Co najmniej tyle - bo i tak jest to konstytucja obszerna.

R.A.T.: Przyznawanie tytułu doktora honorowego - honoris causa - politykom, nierzadko później skompromitowanym, bardzo obniża rangę tego tytułu. A i nadawanie tego tytułu uczonym często razi interesownością i upolitycznieniem. Proszę o uwagi na ten temat.

W.S.: Zgadzam się i u nas też można takich wymienić, na przykład prezydent Ukrainy Juszczenko, czy prezydent Warszawy (zapomniałem nazwiska). Ale i takie uczelnie jak Uniwersytet Warszawski też miały wpadki, na przykład cesarz i cesarzowa Iranu.

R.A.T.: Twoje duże sukcesy na forum publicznym są dość szeroko znane. Czy zechciałbyś powiedzieć co cenisz sobie najwyżej w życiu prywatnym?

W.S.: Doktorat honorowy Uniwersytetu imienia Iwana Franki.

R.A.T.: Za nieodżałowanej pamięci profesorem Kazimierzem Sandem zapytam jeszcze o tzw. "koniki" według Jego terminologii, Twoje ulubione hobby?

W.S.: Muzyka operowa, ale klasyczna, nie współczesna, działka, kiedyś turystyka.

R.A.T.: Dziękuję bardzo uprzejmie za rozmowę ze mną. Twoje odpowiedzi na moje pytania z pewnością zaciekawią wszystkich tych, którzy poszukują doskonałych wzorów osobowych. Zostaną też zapisane na kartach monografii, nad którą pracuję.

         Życzę Tobie i Twoim Najbliższym dobrego zdrowia, zadowolenia i dalszej twórczej aktywności dla dobra osobistego i publicznego.

 

                                                        Roman Andrzej Tokarczyk

 

Rozmowa odbyła się w pierwszych dniach marca 2014 roku. Przedstawiłem także mojemu znakomitemu rozmówcy kilka dotyczących Go anegdot z trzeciej edycji książki Antologia anegdoty akademickiej przygotowywanej do druku. Oto jedna z nich:

 

Oklaski za pamięć?

 

         Kiedyś rektora UMCS Grzegorza Leopolda Seidlera zaproszono na rozmowę do lubelskiej stacji Polskiego Radia. Ponieważ sam Seidler nie mógł się tam udać, poprosił o to prorektorów - Zbigniewa Lorkiewicza, Wiesława Skrzydłę i Włodzimierza Żuka.

         Dziennikarz rozmawiał kolejno z gośćmi stacji, ale z rozmów z Lorkiewiczem i Żukiem nie był zbytnio zadowolony. Ożywił się dopiero wyraźnie gdy rozmawiał ze Skrzydłą. Po zakończonej rozmowie jakiś człowiek stojący za zewnętrznym oknem studia zaczął spontanicznie bić brawo wykrzykując:

         -Skrzydło! Skrzydło! Skrzydło!

         Na to Żuk:

         - Następnym razem ja też się nauczę tego, co będę miał mówić, na pamięć.

 

[English version]

[Strona Główna]  [Powrót na górę]